Montag, 1. Februar 2010

Wyzyna Haard

Haard jest to wyzyna piaskowa z okresu lodowcowego w Nadrenii Polnocnej Westfalii.
Wysokosc jej dochodzi do 153, 8 m npm. i ma wielkosc ok. 55 km²,
Haard liczy sobie w obwodzie 30 km i jest praktycznie terenem niezabudowanym.
Jego pagorki wydaja sie dosc male i niskie, lecz wraz z Krajobrazowym Parkiem Hohen Mark jest najwiekszym terenem lesnym na polnocnym krancu Zaglebia Rury, ktory oprocz oczywiscie lasow sklada sie z pol, lak i torfowisk.
(na podstawie wikipedii)

Jest to nasza pierwsza dluzsza wedrowka w tym roku.
Stesknilismy sie za pokonywaniem kilometrow, za pieknymi widokami,
wiec zaplanowalismy jeden dzien na taki dluzszy "spacerek" :-D
Wstalismy rano, patrzymy za okno, a tam?... wszystko pokryte bialym, swiezym puchem...
Ogarnela nas chwila zwatpienia, bo przeciez mielismy takie plany, a snieg nam je pokrzyzowal.....-
jednak ochota na wedrowke byla silniesza od mrozu i sniegu.
Spakowalismy troche jedzenia i wyruszylismy.
Na parkingu stwierdzilismy z lekkim przerazeniem, ze nie bedzie latwo..
Snieg...- wszedzie ogromne ilosci sniegu...- ale to nic... pomyslelismy..- jakos damy rade, a w najgorszym wypadku, zawsze mozna sie wrocic.
Czekalo na nas 16-20 km, w pieknym terenie.
Las, olbrzymie lasy pokryte biala warstwa i cisza, ktorej tak bardzo nam brakowalo..
Latem byloby tu pewnie jeszcze cudowniej, ale zima tez ma swoje uroki i nie zalujemy ani jednego przebytego kilometra.
Bylo cudnie.
Czasami szlo sie, jak po plazy.. Nie bylo latwo.. Na niektorych sciezkach nie bylo widac sladow ludzi, wiec mozna sobie wyobrazic, jak idzie sie po "dziewiczej" sciezce pelnej, prawie, az po lydki sniegu.
Miejscami mozna bylo zauwazyc tylko slady lesniej zwierzyny, a gdzies tam w oddali bylo slychac glos drapieznikow.
Cudnie! Na prawde cudnie!

Pokonalsmy 19 km w ciagu przeszlo 5 godzin.
Ta wedrowka chcielismy uczcic nasz 800 Cache :-)



~ to nasz poczatek wedrowki...
ojojojjj, - gdzie tam koniec??? :-D ~


~huby ze sniegowa czapeczka :-) ~

~ pod takim sniegiem, kleszcze nie maja szans ;-) :-DDD~

~malutka choinka "walczy" z ciezarem sniegu ;-)~

~to moze dziwne, ale juz daaaaawno nie widzialam sopli.
W moich okolicach prawdziwa zima jest rzadkoscia~

~gdzies w srodku lasu~


~gdzies w tym kierunku znajduje sie nasze auto, ale jeszcze dluga droga przed nami, aby dotrzec na parking~


~"gra" swiatel~
~zachodzace slonce, dalo nam jeszcze nacieszyc oczy pieknym kolorowym niebem ~


~gdy tylko to zobaczylam, zaparlo mi dech.. Sliczne.
Zima "zmajstrowala "cos, co bardzo przypominalo zyrandol :-)~


~troche w przyblizeniu, pieknie wygladajacy "soplowy zyrandol" ;-) ~


~ I na zakonczenie profil wysokosci~


~ zolta kreska na mapie, to nasza trasa~

Sonntag, 20. Dezember 2009

Zyczenia bozonarodzeniowe 2009


Najwazniejszym z aniolow jest Aniol Stroz.

Gdziekolwiek jestes – On zawsze jest tuz … Siedzi sobie cichutko na Twoim ramieniu, Pograzony w modlitwie w Twoim imieniu. Tylko… Czasem patrzy na Ciebie zdumionymi oczami, Ze sie wcale nie liczysz z Jego mozliwosciami, Bo tam gdzie nie dajesz rady i jest pod gorke, On wezmie Cie na rece i podaruje: gwiazdke i chmurke Wiec wzywaj Go smialo i we dnie i w nocy, Przeciez On wlasnie jest ku pomocy. Choc jest malutki i lekki jak puch – Gory przenosi, bo wielki w nim duch…


Wszystkim odwiedzajacym moj blog zycze, zdrowych i pogodnych Swiat Bozego Narodzenia, spelnienia wszystkich marzen, wiele radosnych chwil przy wigilijnym stole, oraz wszystkiego najlepszego w Nowym Roku.
- Niech kazdy dzien Nowego Roku 2010 przyniesie zdrowie, szczescie, usmiech i da Wam sile do realizacji swoich planow.

"Do zobaczenia" po przerwie :-)

Freitag, 30. Oktober 2009

Rheinsteig# 6

Tym razem zaczynamy w Rengsdorf, a konczymy w Vallendar.
Trasa 28 km, ok. 6,5- 7 godz. wedrowki i 850 metrow wysokosci.
Oficjalny etap to 9 i 10.

Wreszcie urlop :-)
I wreszcie mamy czas, aby na spokojnie i bez stresu zrobic kilka etapow Rheinsteig, wyluzowani i bez pospiechu, ze trzeba wrocic jeszcze do domu.
Swietnie! Na to czekalismy :-)
Zastanawialismy sie tylko, czy damy rade przejsc tyle etapow po rzad. Jakby nie bylo, to, co zaplanowalismy na pierwszy tydzien urlopu, to "nie byle co". Wysokosc gor coraz wyzsza i coraz bardziej przechlapana ;-)
-Ale " w miare jedzenia, apetyt rosnie", jak to mowia. Poprzednie etapy tak bardzo nam sie podobaly, ze chec "na wiecej" byla silniejsza, a "strach" i obawa przesunely sie na dalszy plan. Tak, jakby ich wcale nie bylo :-).
Teraz moge juz powiedziec, ze to nie bylo takie "straszne", jak sie wydawalo. Czlowiek wedrujac dziennie tyle kilometrow z gory i pod gory, przyzwyczai sie do tego i nie czuje w miesniach ilosc przebytych kilometrow. Poprostu im juz jest wszystko jedno :-D
Rano wstawalismy wypoczeci i pelni energii tak, jakby te gorskie wedrowki nas nie dotyczyly. Nie powiem. Bylismy zaskoczeni, ze obylo sie bez jakichkolwiek bolow miesni i ze mielismy coraz wiekszy zapal na dalsze etapy.
No dobra. Nieswiadomi jeszcze tego, ze nic nam nie bedzie, postanowilismy sprawdzic nasza kondycje i zrealizowac plan urlopowy.
Spakowalismy torby z rzeczami potrzebnymi na pare dni, zapakowalismy plecaki i wyruszylismy z domu dosc wczesnie. Czekalo na nas 28 km, wiec chcielismy jak najpredzej zaczac, zeby moc przejsc na spokojnie i zdazyc do wieczora.
Dodam, ze zaplanowalismy odstawic auto na stacji koncowej w Vallender, zeby pozniej, po przejsciu, bylo do niego blizej i zebysmy nie musieli tluc sie zmeczeni autobusem i pociagiem, zeby dotrzec do poczatku etapu.
Dzien zapowiadal sie wspaniale.
Szczesliwi i pelni energii wsiedlismy do auta i ruszylismy na podboj gor ;-)
No tak. Jakby to bylo, gdyby wszystko szlo "gladko" i wedlug planu...?
Tu zaczely sie pierwsze schody...
Na poczatek, trafilismy na autostradzie na ogromny korek...
Potem, krotko przed Vallender, zaczelo lac, jak z cebra.
-Swietnie! Musimy przejsc tyle kilometrow- w ulewie. No, zyc nie umierac.!
Ale to jeszcze nic :-)
Po tym, jak zaparkowalismy auto w Vallender, poszlismy na dworzec i moglismy zobaczyc tyl naszego pociagu. Cudownie! Uciekl!
Coraz bardziej watpilismy, ze wyrobimy sie w czasie.
Na pociag musielismy czekac godzine.
Czekalo nas jeszcze "dorwanie" autobusu, zeby dostac sie do stacji poczatkowej- Rengsdorf.
Tutaj nam sie udalo i wydawaloby sie, ze teraz juz nic zlego nam sie trafic nie moze. Z autobusem nie mielismy zadnej niespodzianki, nie uciekl, nie mial opoznienia, przyjechal na czas i nie musielismy tracic wiecej czasu na czekanie.
No wszystko byloby wreszcie cudownie, gdyby nie to, ze przegapilismy przystanek, na ktorym musielismy wysiasc i pojechalismy o dwa dalej...
Mozna sie bylo zalamac. Jak na zlosc! Wszystko przeciwko nam :-/
A poczatek etapu byl juz taaaak blisko.....
Wysiedlismy gdzies na pipidowie za Rengsdorf i poszlismy innym szlakiem, ale w kierunku Rheinsteig. Oczywiscie to bylo niemozliwe, zeby ten nieznany nam szlag byl na tyle wygodny, zeby szybko dostac sie do wejscia na Rheinsteig.. Nieee - nie tym razem :-D - przeciez dzisiejszy poczatek dnia, to same porazki. Jakby to bylo, gdyby ta akurat trasa byla bezproblemowa??!
Hmm, szlak byl czesciowo bardzo zarosniety.- Wlasciwie, to nie byl juz szlak, bo byl niemozliwy do przejscia. - (hm? niemozliwy?? - hahaha, powiedzialabym raczej, ze byl dla twardzieli :D )) .
Przebijalismy sie przez trawy siegajace nam prawie do pasa (hmm, witajcie kleszcze!!! :-) ).....- czesciowo...- musielismy "walczyc" ze zwalonymi drzewami, ktore lezaly na srodku sciezki :-///
To bylo straszne :-D - a czas nam nieublaganie uciekal....
W koncu, po wielkim bolu, ok. godz. 13.00 wyszlismy na prosta! No. Znajac Rheinsteig wiedzielismy, ze teraz zadnych niespodzianek nie powinno juz byc.
Zeby zdazyc czasowo, przekreslilismy dluzsze przerwy na posilek i sesje zdjeciowe.
Jednak widoki byly tak piekne, ze nie moglam sie powstrzymac i musielismy choc na chwile sie zatrzymac i je uwiecznic.
Trasa byla bardzo dobra do przejscia, na niektorych odcinkach szlo niezle nadrobic stracony czas, ale czesciowo podejscia do gory byly tak straszne, ze znow nas troche przystopowalo.
Czesc trasy za zamkiem Sayn byla najgorsza, ale za to wynagrodzila nas - jak zwykle cudownym widokiem.
Krotko przed koncem etapu, poprostu padlismy. Usiedlismy na brzegu pola (nie bylo w poblizu zadnych lawek) i musielismy zrobic dluzsza przerwe.
Przejezdzajacy ludzie dziwnie sie na nas patrzyli i jakos dziwnie sie usmiechali :-D
-Ojjj, gdyby wiedzieli co i ile dzisiaj przeszlismy, to moze by sie zatrzymali i podaliby nam chociaz szklanke wody :-DDD ;-)
Zakonczylismy nasza przerwe i ruszylismy do przodu.
100 m dalej- od naszej "knajpki" na trawie :-D ...- stuknelismy sie w glowe!
Na co trafilismy? - Na chatke, w ktorej mozna bylo wygodniej usiasc i na spokojnie sobie zjesc...
- No tak, to juz nie pierwszy raz, gdzie siedlismy na trawie przy drodze i wyciagnelismy buly, a troche dalej byla lawka...
Dobrenelismy w koooncu do celu!!! Juuupi!
Ale, ale... :-D
To jeszcze nie oznacza, ze skonczyly sie nasze porazki :-DDD
Gdzie tam! Dzien nie mogl sie tak poprostu zakonczyc...
Musielismy jeszcze znalezc nocleg i w tym momencie znow bylo tragicznie!
Jedyny hotel w okolicy byl zamkniety. Dzisiaj. Dzisiaj akurat mieli wolne!!!
Pieknie!
Zapadl juz wieczor, oboje bardzo zmeczeni, a my? - Bez noclegu...
No cudowne zakonczenie dnia.
Dopiero kawalek za Koblenz i w sumie po wielkim stresie (nigdzie nie bylo wolnych pokoi) udalo nam sie dostac jakis pokoik i po wzieciu prysznicu padlismy nieprzytomni do lozek.
Uuuuj, to byl dzien. Dzien pelen przygod i niespodzianek.
Jestem pewna, ze TEN dzien i ten etap zapamietamy na dlugo!
- Ale mimo wszystko, to byl na prawde piekny dzien.


~Nasz szlak, ktory prowadzi na Rheinsteig. - Oczywiscie taki widok, to byl jeden z wielu :-D
Zaluje, bardzo zaluje, ze nie zrobilam zdjec,
jak przebijalismy sie przez chaszcza :-D
Pokrzywy, trawy, krzaki z ostrezynami, zwalone drzewa i brak w ogole jakiejkolwiek ludzkiej sciezki, to dla nas pestka. Czlowiek w gorach zawsze musi sobie jakos poradzic, wiec takie rzeczy nam nie straszne :-DDD
-Ze zdjec na pewno mielibyscie niezly ubaw :-D ~

~Po wielkich trudach i cierpieniach, zostalo nam to wynagrodzone.
Szkoda tylko, ze bylo tak malo czasu, aby dluzej delektowac sie tymi widokami.~


~Gdzies po drodze~

~Kolejny widok, ktoremu nie moglam sie oprzec.~

~Sucha galaz.. Czyzby to zwiastun jesieni?~

~Jak zwykle- poprostu pieknie...~

~Lekko zamglone, ale i tak mozna bylo nacieszyc oczy tym widokiem~

~Zamek Sayn. Bardzo wielki i dosc "malowniczy".~

~Gdybysmy mieli wystarczajaco duzo czasu, pewnie skorzystalibysmy z ochlodzenia zamkowej fontanny. Niestety czas nas gonil, wiec odpuscilismy... ;-)~

~Zamek Sayn. Tu widac jego wielkosc ~

~Na doline, nie moglismy sie napatrzec. To byl jeden z tych cudownych widokow.~

~Tutaj wspomniana wczesniej chatka, w ktorej mozna bylo zrobic sobie wygodniejsza przerwe.
Ale po co? Trawa i pobocze, to rowniez doskonale miejsce na zjedzenie posilku :-D ~

~Cielaczki patrzyly na nas z dalszej odleglosci~

~Bidulki, nie wiedzialy co zrobic. -Czy podejsc, czy lepiej zostac tam, gdzie stoja.
- ale widac, ze ciekawosc ich "zzerala", bo chcialyby, ale sie boja... :-D
Byly slodkie. ~


~Na zakonczenie -profil wysokosci.
Tu, mysle, ze mozna dostrzec, jak mielismy "wesolo" wchodzac z gory i pod gore :-D
Chcialam jeszcze zaznaczyc, ze nasz etap, powinien miec 28 km.
Na profilu mozna zobaczyc, ze to nie bylo 28, a 31 km - to "zasluga" naszych przygod.
Dzieki nim, etap nam sie ciutke wydluzyl :-D ~


~Zolta kreska na mapie, to nasza trasa~

Mittwoch, 21. Oktober 2009

Rheinsteig# 5

Zaczynamy w Leutesdorf, konczymy w Rengsdorf.
Trasa 19 km, ok. 6 godz. marszu i 850 metrow wysokosci.
(Oficjalny etap, to 8-my)

Wczoraj, jeszcze przed spaniem, zrobilismy mala runde na okolo wsi.
Jakby nam bylo malo lazenia... ;-)
Leutesdorf noca, to niezapomniane przezycie.
Mimo, ze nie bylo zbyt pozno, ludzi na ulicach nie bylo wcale. Z paru tylko kajpek slychac bylo jakies ciche glosy "niedobitkow" ;-)
Jednak te glosy nie robily na nas wielkiego wrazenia. Wielkim wrazeniem byly koncerty swierszczy, ktore noc niosla z gor do kazdego zakamarka miasteczka.
Niesamowite.
Gdyby nie to, ze mamy na swoim koncie przeszlo 20 km i to, ze jutro znow czeka nas wyprawa, pewnie sluchalibysmy ich do samego switu.

Po spokojnej nocy, wyspani i wypoczeci, lecz na pol przytomni, rozpoczelismy kolejny etap wedrowki.
Bylo dosc wczesnie, mielismy wrazenie, ze caly swiat jeszcze spi.
Gora przywitala nas bardzo stromym podejsciem. Na dzien dobry, dala nam niezle w kosc, ale dzieki temu, od razu porzadnie sie obudzilismy :-D
Przez dalsza czesc drogi tez nie bylo czasu na nude i "drzemke", poniewaz i ten etap do tego nie dopuszczal. Co weszlismy na gorke, trzeba bylo z niej zejsc.
I tak na okraglo. Zartowalismy sobie, ze to jest bez sensu, bo po co wchodzic, jak zaraz trzeba zejsc...- no dobra, obejsc tego przeciez nie szlo, a takie sa wlasnie gory ;-)
Pogoda nam bardzo dopisala. Bylo slonecznie i bardzo goraco. Zbyt goraco, jak na taka wedrowke. W takim upale idzie sie strasznie, tym bardziej po gorach.
Przepoceni bylismy "do suchej nitki", a Maz co chwile zmienial T-shirt i suszyl na plecaku :-D
Na szczescie ludzi na szlaku nie spotkalismy. Byly pustki, wiec przepoceniem wcale sie nie przejmowalismy. Taka uroda slonecznej pogody w gorach.
Zreszta, wiem, ze wedrownikom, ktorych ewentualnie spotkalibysmy po drodze tez by to nie przeszkadzalo, bo oni tak samo byliby mokrzy :-D
Po kilku kilometrach wedrowki, natrafilismy na oaze! Na nasze zbawienie :-D -Maly domek, a przed nim szyld "Zimne napoje".
Och! Tu musielismy wstapic!
Dorwalismy lodowke z zimnymi napojami, usiedlismy w milym towarzystwie mieszkancow i okazalo sie, ze Ci ludzie sa z Polski :-)
Troche sie zasiedzielismy i gdyby nie to, ze mamy przed soba dluga trase, pewnie bysmy jeszcze posiedzieli. No, ale musielismy sie pozegnac i ruszyc dalej.
Mielismy nadzieje, ze trafi nam jeszcze taka lub podobna oaza z zimnymi napojami. W taka pogode byloby, jak znalazl.
Niestety. Na calej trasie byla tylko jedna.
Nie bylo tak zle, wode mielismy przeciez ze soba, lecz juz nie tak zimna.
Krajobraz na tej trasie byl zupelnie inny, co nie znaczy, ze brzydszy.
Podejscia do gory i zejscia z gory, byly czasem dosc przechlapane, szczegolnie na odcinku Laubachmühle - Schauinsland.
Na szczescie, w miedzy czasie "przyszlo" jeszcze inne, zbawienne ochlodzenie w postaci wodospadu.
Chlodne i orzezwiajace powietrze zatrzymalo nas tutaj na dosc dlugo. Nie mielismy ochoty na dalsze prazenie sie i ciezko bylo nam sie stad oderwac...
Tu mielismy wszystko, co potrzeba na taki skwar :-D
Chlodne powietrze, zimna wode, no dobra, nie byla zdatna do picia, ale jednak mozna bylo schlodzic siebie i nasza wode butelkowa :-D - wiec kto madry pchalby sie znowu do tego "piekarnika"?
No, oczywiscie, ze my :-D. Kiedys trzeba bylo sie z tym rajem pozegnac ;-)
Taka przerwa "w chlodnym klimacie", bardzo dobrze nam zrobila.
Naladowalismy energie, bylismy, jak nowo narodzeni i nie straszne bylo nam juz slonce, choc przyznaje, byly momenty, ze pragnelismy wrocic spowrotem :-D
Dotarlismy w koncu na przystanek w Rengsdorf. Na autobus musielismy czekac tylko 10 min. Na szczescie.
Bylismy zdziwieni, bo wsiadajac do autobusu i chcac zaplacic za bilet, Pani kierowca popatrzyla na nas, usmiechnela sie i machnela reka, kazac poprostu usiasc.
Zdebielismy.
Smialismy sie pozniej, ze wygladalismy na na prawde "wyplutych", skoro wzbudzalismy, az taka litosc :-D
Przyjechalismy do Neuwied, ale czekala na nas jeszcze krociutka podroz pociagiem do Leutesdorf. Tam stalo nasze auto i byla to stacja poczatkowa.
Na pociag nie musielismy dlugo czekac, bo "az" cale 5 min. Mielismy szczescie, bo nastepny odjezdzal za godzine.
Zmarnowani na maxa, ale bardzo szczesliwi, wsiedlismy do auta i pojechalismy do domu, z nadzieja, ze juz za nie dlugo tu wrocimy.
W koncu- za nie dlugo urlop!

~Dzien dobry, Leutesdorf :-) ~

~Rzut okiem na zamek ~

~Po prostu pieknie...~

~Poranna mgla~

~Chyba nie pomylilismy drog? Tu jest zbyt plasko... :-D ~

~Drzemka poobiednia :-D ~

~Drzewka owocowe.
Owoce byly przeznaczone dla zwierzat~

~Krotkie spojrzenie na okolice~

~Fajnie, ze czasem znajdzie sie jakies schronienie przed sloncem.~

~Podczas odpoczynku w cieniu, towarzyszyl nam taki widok... ~

~Jeszcze dluga droga przed nami... ~

~Szkoda, ze nie mozna bylo tu wskoczyc... ~

~Gdzies po drodze~

~Mielismy ochote wsiac i reszte trasy przejechac na motorze, ale hmm... byl z wikliny :-/
;-)
Tego miejsca chyba nigdy nie zapomnimy. Za motorem byla restauracja.
My, po "dobrych" juz kilometrach w upale czyli przepoceni, z wielkimi plecakami, z suszacym sie T-shirt-em na plecaku, no i w butach do chodzenia po gorach :-D - zobaczylismy miejsce, gdzie mozna sie czegos napic. To nic, ze restauracja byla dosc elegancka, a my nie mielismy odpowiedniego ubioru ... :-D Ja, pierwsze co, "ooo, tam daja kawe! Idziemy :-D "
Maz nie bardzo byl zadowolony, bo ... ubior nie ten i wygladalismy, jak wygladalismy.
Za krotka namowa, stwierdzil, "no dobra, wiecej, jak wywalic nas nie moga... "
:-D
Wchodzimy troche niepewnie, ale ochota na kawe i zimne piwko dodawala nam pewnosci siebie ;-)
Usiedlismy do stolika ( zastanawialismy sie, czy nas obsluza...) - ale kelner, bardzo mily i sympatyczny, podszedl i zamowilismy to, co chcielismy.
Ludzie w koszulach i wyprasowanych na kancik spodniach, patrzyli na nas, jak na ufoludkow.
No tak...- my nie podjechalismy pod restauracje najnowszym i lsniacym mercedesem, tylko przyszlismy tu " z buta". Nie powiem, nie czulismy sie tam dobrze, mimo milej obslugi, ale ubaw i tak mielismy niezly :-D ~

~Po zaspokojeniu pragnienia, zrobilismy jeszcze mala rundke w okolicy.
Slicznie, cicho i spokojnie. - I nikt na nas krzywo nie patrzyl :-DDD ~

~Kawalek ruin zamku~

~Ruiny~
~O Tak! To wlasnie bylo nam trzeba! To stad nie chcielismy nigdzie sie ruszac! :-)
Natrafilismy na "zbawienie" :-D ~

~Faaaaajnie bylo :-D
Maz szczesliwy i zadowolony :-) ~

~I znowu wkraczamy "do piekarnika" ;-) Na pocieszenie, sliczny widok~

~Powoli konczylismy nasza wedrowke, ale po drodze, jeszcze pare widokow~

~"Przydalby sie jeszcze raz ten wodospad......"
;-)

~Przy takim widoku, mozna sie rozmarzyc ;-) ~

~Krajobraz, jak z obrazka :-) ~

~Widok na pozegnanie ;-) ~

~No i znowu w cywilizacji :-)
Do widzenia Leutesdorf..~

~Profil wysokosci~

~Przebieg naszej trasy, to zolta kreska na mapie~

Sonntag, 18. Oktober 2009

Rheinsteig#4

Ten etap zaczynamy w Bad Hönningen, a konczymy w Leutesdorf.
Trasa 22-24 km ok. 6 godz. marszu, 800 metrow wysokosci.
(oficjalny etap to 6-ty i 7-my)

Po tym, jak przeszlismy etap 3, nabralismy ochote na "jeszcze wiecej".
Czulismy niedosyt i musielismy tam jak najszybciej wrocic.
Tym razem postanowilismy zrobic wiecej, jak jeden etap.
Oczywiscie, nie w ten sam dzien, bo to niemozliwe, ale zarezerwowalismy na to caly wekeend.
Przyjechalismy do Bad Hönningen, zaparkowalismy i wyruszylismy.
Poczatkowo bylismy troche zaskoczeni, bo trasa byla bardzo nietypowa, jak dla Rheinsteig.
Rheinsteig przyzwyczail nas, ze juz "na dzien dobry" jest pod gorke i wchodzi sie na czworakach. Poczatek etapu byl bardzo spokojny. Droga byla prosta i prowadzila przez las. - Jak gdyby nigdy nic...
No tak. Wiedzielismy, ze caly czas, az tak milo, przyjemnie i plasko nie bedzie, ze jak dowala, to znow "zalamka" :-D
Pare kilometrow dalej dopiero zaczela sie "zabawa". Z gorki...- pod gorke... z gorki.... pod gorke.... Nudy nie bylo :-D ale wlasnie taki Rheinsteig znamy ;-)
Krajobrazy znow byly uczta dla oczu i kazde zdobycie gory, nawet tej najmniejszej odplacalo nam pieknymi widokami.
Trasa przebiegala przez ciemne lasy, przez laki, przez pastwiska, na ktorej paslo sie bydlo, a takze przez winnice.
Nie dowierzalismy, ze miedzy drzewkami z winogronami, mozna spokojnie przejsc, i ze wlasnie tamtedy prowadzi szlak, mimo, ze przed "wejsciem" byl znaczek szlaku.
Poczatkowo myslelismy, ze cos jest nie tak. Szukalismy zdezorientowani innego przejscia, az naraz ktos krzyczy, ze Rheinsteig prowadzi wlasnie tamtedy.
Odwracamy sie zdziwieni, -patrzymy, a przy stoliku siedza jakies osoby z plecakami przy lampkach wina z tutejszej winiarni.
Podeszlismy blizej, chcielismy sie przywitac i podziekowac za wskazowke. A Oni od razu zaprosili nas do stolika, bo stwierdzili, ze my tez musimy sprobowac wina, ktore wyrabiaja tuz obok.
Po zaledwie paru zdaniach, okazalo sie, ze Ci ludzie sa rowniez geocacher-ami, ze ida tym samym szlakiem i do tego samego celu, i co dziwniejsze, ba! Bardzo dziwniejsze..- pochodza z naszej okolicy. Doslownie. Mieszkaja jakies kilka kilometrow od nas.
Wszyscy bylismy w szoku, ze swiat jest taki maly, i ze trzeba przejsc /przejechac tyle kilometrow, zeby na siebie trafic i sie poznac.
Nikt z nas nie mial nic przeciwko, zeby dalsza trase, az do celu przejsc wspolnie.
Swoja droga, bardzo przemili ludzie, z ktorymi swietnie sie szlo i rozmawialo. Cieszylismy sie, ze ich poznalismy.
Po skonczonej wedrowce, musielismy jeszcze znalezc jakis nocleg. Nie bylo to latwe, bo najblizsze pokoje, byly juz zajete, a wieczor zblizal sie wielkimi krokami.
Trzeba bylo cos znalezc, w przeciwnym razie, czekal nas nocleg na dworcu :-D
Zauwazylismy jeszcze jedna szanse - z szyldem "pokoje do wynajecia".
Zapukalismy, otworzyla drzwi przemila Pani, ktora powiedziala, ze "niestety, pokoje sa juz zajete".
Ku naszemu zdziwieniu, natychmiast i bez gadania czy dlugiego zastanawiania, zalatwila nam nocleg u swojej sasiadki, zebysmy nie musielismy juz dluzej szukac, bo - jak stwierdzila,
"- pewnie jestesmy zmeczeni i chcemy wziac prysznic" :-)
Oj, gdyby wiedziala, ile przeszlismy... :-) - ale hmm, sadzac po naszym wygladzie, pewnie domyslala sie, ze nie podejchalismy do Niej autem :-D
To bylo przemile zakonczenie cudownego dnia.
Nie! - Co ja mowie??!! :-D
- Przemile zakonczenie cudownego dnia, bylo wziecie prysznicu i walniecie sie do lozka :-DDDDD
Trasa w sumie nie byla dzis dosc ciezka, nie musielismy narzucac tempa. Robilismy dosc duzo przerw i na spokojnie przeszlismy ten etap. Po glebszym zastanowieniu, doszlismy do wniosku, ze Rheinsteig#4, to taki niedzielny spacer po obiedzie :-D
Zastanawialismy sie tylko, co czeka nas jutro....

~Pierwsze wspaniale widoki~

~To tylko poczatek szlaku...- dlatego tak plasko i tak "niewinnie" ;-)))~

~Tu juz troszke wyzej, dlatego tez widoki coraz ladniejsze~

~Widok na pole~

~Opuszczona knajpa w srodku lasu. Szkoda, ze juz nieczynna, bo po dlugim i stromym zejsciu, bylaby swietna okazja do odpoczynku. ~

~Drzewo wrosniete w skaly. Na zdjeciu moze tego tak nie widac, ale w rzeczywistosci daje to niezly "efekt"~

~Zejscie do miasteczka i kosciol na "dzien dobry"~

~Znow wspanialy widok~

~Czasem jest lepiej z gory i z daleka popatrzec na wioske, bo tak jest o wiele ciszej i spokojniej~

~Stad nie chcialo sie isc dalej.
Cisza, spokoj i piekny widok to to, czym czesto mozna sie rozkoszowac na tym odcinku~

~Gdzies w srodku lasu... ~

~Idac ta drozka, zastanawialismy sie co nas za nia czeka... Bedzie z gorki? Czy pod gorke?
Oczywiscie, ze bylo pod gorke - jak zawsze :-D ~

~Winnice. Nie jest to wspomniana przeze mnie wczesniejsza trasa przez winnice, ale wcale nie bylibysmy zaskoczeni, gdyby i tedy prowadzil szlak :-D ~

~Widok, jak bajki. ~
~"Sensem podrozowania jest przybycie do celu.
Sensem wedrowania, jest byc w drodze"
(Theodor Heuss)~
~I znow, miejsce, gdzie trzeba sie zatrzymac... ~

~Niezapomniany widok... pieknie tu...~

~Winnice sa na kazdym kroku~

~Chcialoby sie tu zostac...~

~Czas na odpoczynek~

~Winogrona jeszcze niedojrzale, blee kwasiory~

~ale jak dojrzeja, wino na pewno bedzie z nich pyszne ~

~Gdzies tam bedziemy nocowac~

~Niezapomniany widok~

~Profil wysokosci.
Nie bylo tak zle, jak to wyglada, choc momentami, nie bylo lekko :-D

~Przebieg naszej trasy, to zolta kreska na mapie~

Dienstag, 13. Oktober 2009

Rheinsteig #3

Nasz etap zaczynal sie w miejscowosci Unkel, a konczyl w Bad Hönningen.
Trasa - 24 km, ok. 6 godzin marszu i 980 metrow wysokosci.
(Oficjalny etap, to 5 i polowa 6-go.)

Zaczelismy od trzeciego etapu (dla geocacher) poniewaz okolice, ktore proponuja nam w 1 i 2 etapie, bardzo dobrze znalismy i w sumie bylismy tam nie tak dawno temu.
Postanowilismy zaczac nasza wedrowke kawalek dalej.
Przyjechalismy z rana do Unkel, zaparkowalismy, "rzucilismy" plecaki na plecy i ..... w droge!!!
Trasa byla oczywiscie przepiekna, ale rownoczesnie dala nam niezle w kosc.
Do wykonczenia nas ;-) dochodzilo jeszcze prazace slonce. -Ono wcale nam nie pomagalo w zdobyciu gor ;-)
Mimo, ze wedrowalismy z zadyszka i mielismy przecieki :-DDD haha, - pot splywal z kazdego naszego kawalka ciala, to i tak upajalismy sie ta wedrowka, i cala trasa.
Szlak czesciowo przebiegal przez piekne lasy, laki, czesc przebiegala przez pola, a nawet przez malownicze miasteczko Linz.
Tam, trzeba bylo sie zatrzymac choc na chwile.
Miasteczko tak cudne, ze nam, nie chcialo sie isc dalej. Oczywiscie nie tylko z powodu jego urody, ale mielismy juz przeciez "na karku" dobre "pare" kilometrow i nawet "wypadaloby" troche odpoczac.
Znalezlismy kawiarnie, w ktorej mozna bylo usiasc i spokojnie napic sie kawy i zimnego piwa.
Doladowalismy energie i ruszylismy dalej.
Tej trasy nie da sie tak szybko przejsc. Wszedzie cudowne widoki, gdzie trzeba sie zatrzymac, zlapac oddech i popstrykac kilka zdjec.
Po 6,5 godzinach dotarlismy do Bad Hönningen, gdzie wsiedlismy w pociag i przyjechalismy na start do Unkel.

~Widok na zachete albo raczej, zeby sie zalamac ;-) , bo tam gdzies musimy dojsc... ~



~Maz obmysla plan, jakby tu wziac skroty~
:-DDDD


~ -ta droga, to jakas pomylka! - Rheinsteig wcale taki prosty nie jest :-D
Przekonalismy sie juz za kazdym razem, ze jezeli pojawi sie takie proste i czarne "wmiedzyczasie",
to to jest tylko podpucha, i ze za chwile dowala nam "z grubej rury"-
czyli znow stromym podejsciem, na czworakach.. i w promieniach "sloneczka".. :-)
A powazniej mowiac, to nie sadzilam, ze kiedykolwiek stwierdze, ze droga asfaltowa, moze dodac sil :-) A jednak.
Po tym, co przechodzi sie na tak meczacym odcinku, czlowiek jest na prawde szczesliwy, ze moze prosto isc (hehehe!!!)~

~Bylo wlasnie tak, jak wspomnialam. Najpierw pocieszyli nas prostym kawalkiem drogi, za chwile potem dowalili...-
-ale za to, jak udalo nam sie "wdrapac", czekalo na nas wynagrodzenie w postaci takich widokow :-)~
~- inne spojrzenie na rzeke Ren. :-)
Ach! Co za widok!!!~


~Warto bylo tyle przejsc, aby zobaczyc cos takiego :-)~


~juz na szczycie. Tutaj potrzebna by byla szyja, ktora moglaby sie obracac o 180 stopni,
no albo glowa, ktora ma oczy "na okolo" :-D ~


~Widok na zerwany most~


~widoki, ktorym nie mozna sie oprzec... ~


~gdzies po drugiej stronie Renu~

~i tutaj kosciol (?) zamek (?) ten sam co wyzej, ale jednak byl troche dalej, niz sie wydaje ;-)


~waska uliczka w jednej z mijanych przez nas wiosek~


~wysoki most nas"zalamal", bo przez niego bedziemy musieli przechodzic~


~Ozdoby przed wejsciem na zamek~


~Straznicy zamku.
Nie wiem dlaczego, ale zamku, przy ktorym staly te figury nie sfotografowalam.
-Pewnie nie bylo czasu :-D~


~Wejscie na prom w Linz~


~to wlasnie "ten pan" jest taki dobry i przewozi przez Ren.
My nie skorzystalismy z przewozu, bo mielismy inne plany ;-) ~


~balkon, a moze jednak balkonik w jednym z domkow miasteczka~


~domki z piernikow?
Oczywiscie, ze nie. Takie zabytkowe domy mozna zobaczyc miedzy innymi tutaj, w Linz~

~tu bylo dla nas zbyt glosno... ~


~zabytkowa fontanna~


~i jeszcze ostatnie spojrzenie na Linz~

~i przenieslismy sie w tereny zielone i mniej halasliwe~


~"zatrzymaj sie werdowniku,- dokad idziesz.
Pomysl, ze jestem Twoja Matka".
Napis na tabliczce, przy oltarzyku Marii, gdzies w lesie~


~Sredniowieczny Zamek Arenfels,
jesli zdjecie sie powiekszy, widac na nim jeszcze dziury po kulach armatnich~


~Piekny! Nie moglam oderwac od niego oczu... ~


~Na zakonczenie screenshot z tego etapu.
Profil wysokosci~


~Zolta kreska na mapie, pokazuje przebieg naszej trasy.

Montag, 12. Oktober 2009

Rheinsteig -wprowadzenie

Rheinsteig jest to szlak wedrowny po prawej stronie Renu, ktory rozciaga sie przez 320 km.

Rozpoczyna sie w Bonn, a konczy w Wiesbaden. Prowadzi przez Siebengebirge, otoczony Neuwieder Becken i prowadzi przez Koblenz i Rüdesheim, a takze przez Schlangenbad.
Oficjalny szlak Rheinsteig jest podzielony na 23 etapy.
Jako ze nasze wedrowki polaczone sa z Geocaching , tych etapow jest jakby mniej, bo na przyklad 1 i 2 oficjalny (czyli ogolnodostepny) etap jest polaczony w jeden.
W sumie wychodzi, ze mamy 14 "nieoficjalnych" (czyli dla geocacher -ow) etapow do przejscia, co nie znaczy, ze te trasy sa krotsze. Wrecz przeciwnie.

Kazdy z etapow przeprowadza nas przez historyczne miejsca, zamki, winnice, lasy i zapierajace dech w piersiach widoki.
Zdobycie niektorych szczytow, podejscie do zamkow czy zejscie z gory /z zamku/ lub do wioski, wcale nie jest takie lekkie, dlatego niezbedna jest do tego kondycja, a czasem nawet zdolnosc utrzymania rownowagi.

Oznakowaniem drog /szlakow Rheinsteig jest stylizowane "R" (oznacza rzeke Ren) na niebieskim kwadracie, a pod nim mozna dostrzec niebieski napis "Rheinsteig".
Na calej trasie takich znakow jest ok. 8 000.
Drogowskazy sa takze czesto namalowane, jako stale punkty na drzewach lub na kamieniach znajdujacych sie przy drodze.
Niektore szlaki prowadza przez skaliste sciezki, dlatego bardzo wazne jest, aby miec odpowiednie buty do takiej gorskiej wedrowki.
Wejscie i wyjscie ze szlaku jest oznaczona zoltym znaczkiem Rheinsteig

No, dobra, to moze na poczatek starczy.
Jesli ktos ma "niedosyt" ;-) Moze pobuszowac na oficjalnej stronie "Rheinsteig".

Mysle, ze z nastepnymi moimi opowiesciami uda mi sie Wam przekazac wiecej szczegolow.


~przykladowe oznaczenia Rheinsteig~